![]() |
![]() |
![]() |
GALERIA Kompas, Nr 1, luty 2008 Nie wszyscy przejeżdżający przez Morąg kierowcy zdają sobie sprawę, że przed ich oczami przesuwa się jeden z najbardziej reprezentacyjnych oddziałów Muzeum Warmii i Mazur - Muzeum im. Johanna Gottfrieda Herdera mieszczące się w dawnym pałacyku Dohnów. Wielkość sal muzealnych, dzięki której można wystawić i odpowiednio zaprezentować znaczną liczbę eksponatów, jest atutem, jakim pochwalić się może niewiele innych muzeów. To dlatego właśnie w Morągu znajduje się szereg najcenniejszych eksponatów naszego regionu, a wśród nich prawdziwe perełki malarstwa holenderskiego. Warto zatem zaplanować odwiedziny tego miejsca, nawet jeżeli nie jest się wytrawnym znawcą i smakoszem malarstwa. "Zameczek Dohnów", bo tak też bywa nazywany pałacyk, to budowla dość osobliwa i łatwo przekona się o tym każdy kto będzie chciał uwiecznić go na fotografii. Szybko okaże się, że bardzo trudno jest zmieścić budynek w kadrze. Jego nietypowa "długość" wynika stąd, że został zbudowany na bazie murów obronnych miasta. Burgrabia Achacy Dohna, przedstawiciel jednego z najznamienitszych rodów pruskich, docenił wysokość gotyckich murów i wykorzystał je do budowy niewielkiego zamku. Oczywiście budowla nie zachowała się do dzisiaj w niezmienionej formie. Na przestrzeni wieków Morąg nawiedziły liczne nieszczęścia, w tym dwa szczególnie dotkliwe - pożar w 1697 r. i przejście wojsk radzieckich w roku 1945. Z obu opresji zameczek wychodził w opłakanym stanie. Po pożarze na odbudowę czekał 20 lat, jednak po jej zakończeniu (lata 1717-1719) dawny zameczek zmienił się w reprezentacyjny pałacyk w barokowym stylu - większy, z kordegardami i parkanami. Po drugiej wojnie światowej budowla stała w ruinie przez 30 lat, aż w końcu została odbudowana w latach 1975-1985 i stała się siedzibą muzeum. Tymczasem jednak przenieśmy się do wnętrz zabytku. Już samo wejście do pałacyku sprawia wrażenie przeniesienia się w czasie. Hol urządzony jest na modłę dawnej sieni pałacowej z zabytkową szafą, skrzynią, kamienną posadzką i przyznać trzeba, że udanie stwarza klimat minionych wieków. W takim przyjemnym wystroju spotkałem się z panią Magdaleną Bartoś, kierowniczką muzeum, która oprowadziła mnie i opowiedziała o tajnikach ekspozycji. Eksponaty prezentowane w morąskim muzeum podzielić można na trzy części: biograficzną wystawę Herdera, galerie malarstwa (głównie niderlandzkiego) i stylowe wnętrza. Oprócz tych stałych elementów do zwiedzania udostępniana jest wystawa czasowa - w czasie mojej wizyty była to ekspozycja poświęcona walkom armii napoleońskiej pod Morągiem w 1807 r. Wystawa biograficzna J. G. Herdera Zwiedzanie rozpoczęliśmy od sal poświęconych J. G. Herderowi - niemieckiemu filozofowi i pisarzowi, który urodził się w Morągu i bardzo ciepło wspominał miasto swego dzieciństwa. Bezsporna znamienitość Herdera to jednak jedna sprawa, a zwiedzanie jego wystawy druga. Przygotowanie biograficznej ekspozycji jest bardzo trudne, jak bowiem przedstawić w atrakcyjny sposób dzieła pisarza i jak oddać ducha jego filozofii? Pasjonaci Herdera z pewnością będą wniebowzięci ilością informacji, którą znajdą na wystawie i faktycznie często pojawiają się osoby, które dla różnych celów spisują informacje i analizują wystawione dzieła i grafiki. Gorzej z tzw. "przeciętnym turystą", takim jak ja. To dlatego na wystawie zobaczymy m.in. kosy kosynierów, choć Herderowi pewnie nie przyszłoby do głowy, by zostać kosynierem, czy elementy kultury ludowej - mają one przybliżyć nam ducha tamtych czasów i klimat herderowskiej filozofii. Galerie malarstwa Wystawy malarskie prezentowane są w kilku salach, przy czym znaczna ich część to obrazy artystów holenderskich. Między nimi zaś znajduje się najcenniejszy obraz w muzeum - portret trójki dzieci Delfikusa Dohny. Obraz przecudnej urody, z którym jednocześnie związanych jest wiele smutnych historii. Jego piękno można chyba docenić tylko stając przed oryginałem i zaglądając w urocze twarzyczki dzieci. O czym myślały? Czy niecierpliwiły się pozując? Sami musimy dopowiedzieć sobie odpowiedzi, jednak okazuje się, że nie są to jedyne pytania, jakie pozostawił nam artysta. Obrazy Holendrów pełne są ukrytej symboliki tworzącej rebusy, wyzwanie dla widza. Trzymana w ręku muszla, dzika róża, naręcze kwiatów, z których każdy kwitnie o innej porze roku, poza - wszystko może mieć ukryte znaczenie. Jeszcze w XIX w. na obrazy te patrzono tylko pod kątem estetycznym, my natomiast potrafimy w wielu przypadkach rozszyfrować ukrytą w nich symbolikę. Niestety takim "znawcom" jak ja, pomóc w tym może tylko przewodnik. Wśród galerii, z pewnością wpadnie nam w oko zielona sala balowa, z kolekcją portretów dworskich. Sala prezentuje się bardzo atrakcyjnie i jest to jedyna sala z ocalałymi oryginalnymi elementami wystroju pałacyku Dohnów. Na najwyższym piętrze znajdziemy wystawę sztuki Prus Książęcych XVI-XVIII wieku. Znajduje się tu wiele wyjątkowo cennych obiektów, na mnie jednak szczególne wrażenie zrobiło epitafium, które pokazuje jak niesamowite historie potrafią kryć dawne dzieła sztuki. Przez całe lata było to po prostu epitafium Dohnów. Kiedy jednak rodzina postanowiła je odnowić, okazało się, że czarne tło powyżej przedstawienia, to w rzeczywistości przykryta warstwą czarnej farby Trójca Święta według wzoru Dürera. Przy kolejnej renowacji odkryto z kolei, że pod tymi obrazami znajduje się obraz jeszcze wcześniejszy, z którego odsłonięto tylko kilka elementów, by nie niszczyć cenniejszych dzieł.
Stylowe wnętrza Przechodząc między galeriami znajdziemy stylowo umeblowane pokoiki. Ideą jaka przyświeca ich prezentacji jest oddanie klimatu epoki. Dlatego nie ma opisów poszczególnych elementów wystroju, ważne by raczej poczuć atmosferę dawnych mieszkań. W pałacyku Dohnów znajdziemy cztery takie pomieszczenia urządzone w różnych stylach. Lech Pietrzak
Więcej czytaj w magazynie Kompas (nr1)
Prawa autorskie i zasady wykorzystania artykułów
|